TWIST AGAIN, TWIST!

Nie planowałem zbyt dużo pisać na blogu o przeszłości odleglejszej niż rok, z racji zmian które niedawno zaobserwowałem w moim postrzeganiu i przeżywaniu koncertów.
Uznałem przy tej okazji, że zbytnie cofanie się relacjach koncertowych nie ma sensu ponieważ gdybym teraz znalazł się na „przeszłym” koncercie mógłbym ocenić go zupełnie inaczej, a skoro tak, to po co do tych wspomnień wracać?

Niestety.

Coraz silniej odczuwam nacisk pewnego psychicznego natręctwa, od którego uwolnię się chyba dopiero wtedy, kiedy z pewnymi artystami się definitywnie rozliczę.
Myślę, że z podobnych powodów ludzie piszą autobiografie.
Dopiero słowo pisane daje ujście pewnym emocjom, które siedzą gdzieś w środku i tak mocno trzymają, że czasem nawet śmierć podmiotu, który je wywołuje nie wystarczy aby uzyskać spokój.
Po prostu trzeba o tym napisać i dopiero wtedy powoli napięcie stopniowo schodzi.

Co zaskakujące, z bliżej nieznanych mi przyczyn, jednym z takich muzycznych natrętów jest Maciej Maleńczuk, czy raczej jego twórczość, do której bezpośrednio nie mam ochoty wracać, ale gdy sobie o niej przypomnę to z reguły trwa to dłuższą chwilę i zawsze dochodzę do wniosku, że mimo wszystko ją lubię, a był czas kiedy mogłem Macieja określić moim ulubionym polskim artystą.

Pierwszy raz z jego muzyką zetknąłem się w roku 2003 kiedy to na rynku pojawiła się płyta Wolność Słowa. Pamiętam jak dziś, gdy dzwoniłem do Radia Afera i cudem udało mi się wytargować tę kasetę – jak widać już wtedy byłem handlowcem – no i słuchałem na okrągło.
Kilka miesięcy później pojawiła się po raz pierwszy sposobność zobaczenia Pudelsów na żywo, co było dla mnie niemałym przeżyciem.
Wystąpili dokładnie 20 września i zagrali prawie całą promowaną płytę (zabrakło dwóch numerów tj. Konduktorki PKP i chyba Polityki Kulturalnej), a także Sambę Mambę, Emeryten Party, Psycho Pop, Noś Dobre Ciuchy, Szuwary i Pudla z Gwadelupy.
Możliwe, że było coś jeszcze, ale wybacz minęło  prawie 10 lat, więc nie wszystko  pamiętam.

Jeśli chodzi o jakość występu to było to dość schizofreniczne doznanie.
Maleńczuk był w doskonałej formie, nagłośnienie też mi się wtedy podobało, natomiast instrumentalnie koncert nieco kulał.
Szczególnie gitarowo – część partii była mocno uproszczona i nieraz to granie było zupełnie pozbawione choćby pozorów finezji, co raz mniej, a raz bardziej rzucało mi się w uszy.
Na drugim biegunie była natomiast atmosfera całego wydarzenia.
Jako, że dziedziniec zamkowy to miłe i wdzięczne miejsce koncertowe, uzyskanie jedności między widzem a muzykami, jeśli tylko sprzyjają okoliczności, jest względnie łatwe i udało się również tamtego wieczoru.
No i objawił się jeden Maleńczukowy talent – bardzo mocno kończył w tamtych czasach koncerty.
Ostatni numer pozostawał mi w pamięci na bardzo długo, wtedy w tej roli Hoży Ambroży.
I mimo iż wyszedłem zadowolony to jednak z przeświadczeniem, że Pudelsi nie mają mi już nic do zaproponowania i chyba dlatego już nigdy nie wysłuchałem w całości innych ich płyt niż Wolność Słowa.

Może to również dlatego, że moje młodzieńcze serce podbił jego inny projekt a mianowicie HOMO TWIST.
Płytę Cały ten seks z czasem bardzo polubiłem, a na punkcie Moniti Revan wręcz zwariowałem!
Ta ciężka, dość poważnie naćpana muzyka w towarzystwie bardzo oryginalnych tekstów zrobiła na mnie kolosalne wrażenie i był moment, że słuchałem jej niemal 12 godzin dziennie.
Na żywo Homo Twist widziałem spokojnie ze 3 razy i każdy koncert był w porządku.
Pod kątem repertuaru wszystkie wręcz bliźniacze i mimo zwyczajowo dobrego dźwięku i wysokiego poziomu muzycznego atmosfera wśród publiczności bywała kiepska, lub wręcz grobowa.
Zdecydowanie chłodno przyjęte były koncerty na Juwenaliach (słaba frekwencja) i przy Starym Browarze (sztywne towarzystwo).
Najbardziej zapadł mi w pamięć występ z 20 maja 2006 (po raz kolejny CK Zamek) kiedy to straszliwie lało i panowie zabrzmieli w tej scenerii wręcz apokaliptycznie.
Maciej był wtedy w najlepszej formie gitarowej jaką widziałem i odrobinę go roznosiło, dzięki czemu solówki brzmiały całkiem dziko, a riffy po prostu miażdżyły.
Punktem kulminacyjnym było, oczywiście na sam koniec, wykonanie Bema Pamięci Żałobny Rapsod które to poważnie mną wstrząsnęło.
Naprawdę mocnych kilka minut.
Dodam przy okazji, że w wersji HT, mimo mojego uwielbienia dla twórczości Niemena, ten tekst bardziej do mnie mówi. Potężniejsza aranżacja i większe zaangażowanie wokalisty sprawia, że uspokojona wersja z Enigmatic wydaje mi się być jakby nieszczera.
Wspomnę jeszcze, że w tym czasie Panowie grywali, moim zdaniem, porządne sety z takimi numerami jak: Techno i porno, Petarda, Syf, Portfel Ojca, Open Yo Cha Cha, Arkadiusz, Spider, Irma tine Var, Moniti Revan, Twist Again, Bema Pamięci Żałobny Rapsod i pojedynczymi kawałkami z Demonologic.

Mimo tych rewelacji dało się zauważyć pewne negatywne zjawisko na koncertach Homo w tamtym czasie.
Na występy nie przychodziły tłumy, a jeżeli już trochę ludzi się pojawiło, to byli raczej zdystansowani, co doprowadziło do definitywnego końca tego projektu.
A jeśli miałbym go ocenić z dzisiejszej perspektywy, to napisałbym z pełną powagą, że była to w swoim czasie jedna z najlepiej grających na żywo kapel w naszym kraju.

Niedługo po tym potężnym koncercie ujrzałem Maleńczuka solo (zgadnij gdzie grał?) i był to chyba jego najlepszy występ jaki widziałem i nie wiem czy jest jeszcze kiedykolwiek szansa aby coś takiego powtórzyć.
Złożyło się szczęśliwie kilka elementów: po pierwsze co widać po powyższych opisach – byłem na fali, po drugie Maciej był zupełnie trzeźwy i w dobrej formie psychicznej,  po trzecie był bardziej sobą niż muzykiem występującym przed publicznością, po czwarte po raz pierwszy towarzysza miałem doborowego, dzięki czemu było jeszcze raźniej.
Wieczór miał od samego początku bardzo gawędziarski charakter, co przy akustycznym repertuarze było nadzwyczaj przyjemne. Te życiowe historie podane w rozbrajających krótkich piosenkach wywoływały wtedy u mnie przeróżne emocje, od obrzydzenia, przez ironiczny uśmiech aż po utratę tchu z wrażenia i śmiechu zarazem.
Sam Maleńczuk był wtedy najbardziej strawny jako postać sceniczna.
Nie pamiętam wiele, ale były między innymi takie numery jak: Edek Leszyk, Alicja, When The Saints, Twarze Przy Barze, Człowiek z Wiekiem do trumny, Miasto Kraków czy zupełnie rozwalający na koniec Adam. Naprawdę rewelacyjny koncert.
Wciąż mam w głowie wrzask jednego z fanów, który przez trzy czwarte koncertu krzyczał SARAJEVO! SARAJEVO! No Maaaciej, zagraj Sarajevo!
Na co Maleńczuk tylko ładnie odpowiedział, że bez zespołu Homo Twist niestety jest to niemożliwe.

No i gdzieś w tym punkcie (sierpień 2006) moja przygoda z tym Panem chyliła się ku końcowi.
Zaczął się inny, zdecydowanie bardziej komercyjny ciąg zdarzeń.
Płyta z Waglewskim, Psychodancing, różne medialne wypowiedzi, które ostudziły moje wcześniejsze uwielbienie i jakoś przy innej muzyce Maciej gdzieś zniknął.

Niedawno jednak zupełnie nieoczekiwanie dostałem bilet na Psychdancing właśnie.
Niezbyt byłem zachwycony, ale wiadomo darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy i poszedłem, i przyznam spodziewałem się totalnej klapy.
A tu mimo wszystko miłe zaskoczenie.
Nie było to może mistrzostwo świata, i w żaden sposób nie mogło konkurować z Homo Twistem czy Panem Maleńczukiem, ale z Pudelsami? Kto wie.
Koncert około godziny, w repertuarze radiowe hity w postaci Danej Dziewczyny i Ostatniej Nocki, a także sporo numerów z Wolności Słowa + Pan Maleńczuk i na koniec bardzo udana wersja Płonącej Stodoły Niemena.
Odrobinę zalatywało to wszystko kpiną z zebranych, nie było rewelacyjnie nagłośnione (gary przytłumione, gitara mocno z tyłu i delikatnie przywalone doły) a poza Maleńczuka jednak mnie wkurwiała, ale muzycznie wszystko było na poziomie i mianem szmiry określić tego nie mogę.
Mimo wszystko porządny koncert na którym Maciej śpiewał czysto a muzycy wykonali należycie swoją robotę.
Także jeśli Mr Malenczuk z pewną dawką kiczu i audytorium w większości w wieku 60+ czuje się dobrze to ok, kiedyś na emeryturę trzeba odłożyć.

[Na marginesie i dla zupełnej jasności sprawy dodam, że pozerkę i poglądy bohatera powyższych wspomnień oraz jego działalność w roli komentatora rzeczywistości społeczno-politycznej pozwolę sobie pominąć i napiszę tylko, że trudno nam będzie znaleźć jakąkolwiek płaszczyznę porozumienia.]

Cóż dodać?

Życzę powodzenia w teraźniejszych i przyszłych planach, a za to, co było bardzo Panie Maleńczuk dziękuję i mimo wszystko mam nadzieję, że nie wróci bo w swoim czasie spełniło zadanie swe nad wyraz i w zupełności wystarczy.

No i bardzo Ci dziękuję, że tutaj czytelniku drogi dotrwałeś – to miłe.

I już zupełnie na koniec, jakże uroczo:

Gdy przychodzi do mnie bieda to wychodzę na ulicę
Wrzuć monetę bo ja na to liczę
Gdy doliczę się tyle że wystarcza na flachę
To wypijam flachę na policje kładę lachę
Bo policjant nosi pałę na wierzchu
W dzień i w nocy przy pogodzie i na deszczu
Nie dla mnie co do techno – od techno można z nudów zdechnąć
Nie dla mnie co to porno – od porno ja chce mieć głowę wolną

Nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka
Niemców nienawidzę od dziecka
A więc podaj faję w pozytywnej relacji
Bez zbędnych niemieckich dewiacji

Twist again!
Twist…

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Pluton pisze:

    Sarajevo! haha 😀

    Dobre podsumowanie twórczości Maleńczuka. Z bardzo subiektywnego punktu widzenia, ale trudno mi się nie zgodzić.

    Cóż, Maciej Maleńczuk pomimo kontrowersyjnego spojrzenia na świat jest przynajmniej (bynajmniej ;)) artystą szczerym i bezpośrednim, który nie boi się powiedzieć, że gra to i tamto dla kasy; nie boi się także mocnych, często wulgarnych, ale właśnie szczerych tekstów. Tym zasługuje na szacunek jako muzyk i artysta, którym niewątpliwie jest.

    Pozdrawiam,
    Pluton

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s