Zadął smok w róg

Cześć!

Nie wiem czy pamiętasz, ale w grudniu opowiadałem Ci o występie Black Sabbath i poprosiłem na początku byś mnie przytrzymał, bo emocje w tamtej opowieści mogły wziąć górę, a wtedy kto wie co by się wydarzyło.

Tym razem, choć jest mi trochę niezręcznie, będę musiał ponowić tamtą prośbę – odsuń jeszcze może kubek z herbatą, bo gdy będę wymachiwał rękami to pewnie go przewrócę.
A ponieważ na samą myśl, że wspomnę Ci o tym wszystkim zaczynam mieć ciarki, to zaczynamy:

SHOFAR 05.06.2014 Dragon Poznań

Kiedy usiadłem już spokojnie w pierwszym rzędzie, a Panowie zaczęli grać, wydarzyło się coś czego, mimo wysoko ustawionych oczekiwań co do tego koncertu, kompletnie się nie spodziewałem – od pierwszej nuty wpadłem w trans.

Nie minęły dobrze 3 sekundy, a ja dosłownie oszalałem, choć początek wcale nie był wesoły – wręcz przeciwnie – przebijała z tych kompozycji melancholia i smutek, który był mi w pewnym sensie bliski. Tak jakbym podświadomie wyczuwał ich niewypowiedzianą treść, co samo w sobie było, paradoksalnie, uczuciem nader przyjemnym.

I kiedy ta jedność między mną a sceną zadzierzgnęła się na dobre, charakter koncertu po raz pierwszy mocno się zmienił. Z kolejnymi utworami wyzwalane były, co jakiś czas, coraz większe pokłady energii – czad był chwilami tak wszechogarniający, że zaczęło mi brakować percepcji i możliwych form odpowiedzi na te dźwięki.

Byłem tak poruszony, że podczas jednego z kluczowych momentów po prostu wrzasnąłem z całej siły, mimo że do końca utworu było pewnie z 5 minut.
Wcześniej przydarzyło mi się coś podobnego chyba tylko na 2 koncertach Gerry’ego….

Mimo że co jakiś czas przychodził moment na, choćby częściowe, wytłumienie tych emocji, nie mogę się z nich otrząsnąć do teraz. Minęło kilka dni, a na ciele wciąż czuję delikatny wstrząs.

Stricte muzycznie kolejny szok – nigdy nie spotkałem się z muzyką w której, w tak monolityczny sposób, współpracowały równolegle trzy, moim zdaniem, trudne do połączenia, elementy składowe.

Koncert był jednocześnie energiczny, nastrojowy i…melodyjny!
Melodie były tak wyraźne, że spokojnie można by było do nich tańczyć.

Jeśli zaś chodzi o samych muzyków, to zdecydowanie przybysze z innego wymiaru.

O Raphaelu już to wiedziałem i mimo że niedawno w innych ułożeniach słyszałem go dwukrotnie – znów mnie zaskoczył.

Z Wovoką grał brudno i energicznie, gdy wystąpił sam dominował ciężar i wrażenie narkotycznego odjazdu, a teraz było precyzyjnie, brzmieniowo spokojnie i nieco archaicznie, a przy tym znów pojawiły się dźwięki, których nigdy nie skojarzyłbym z gitarą.
Jak na szarą eminencję przystało, skryty i siedzący niemal tyłem do publiki, rozczytywał jakieś starodawne, zaklęte, zapisy nutowe.

Macio już za samą choreografię powinien dostać medal! Co za postać!

Jako perkusista diabolicznie efektowny – zarówno szybki i dziki, jak i precyzyjny i nastrojowy. Lawina paradoksów, która co chwilę ciekawiła mnie coraz bardziej. Mocno też przykuł moją uwagę gdy okręcał jeden z talerzy na tyle sposobów, że zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno jest okrągły…

No i Mikołaj Trzaska. Gość, który dał z siebie tak dużo, że bałem się czy przez saksofon za moment nie wyleci, wprost na publiczność, jabłko Adama albo fragment płuca.
Poza tym niezły jajcarz.

Czemu to się nazywa KAPOdaster?
Kapo w żydowskiej kapeli?

I tu podobna sytuacja jak przy Raphaelu – instrument ma tak rozpracowany, że co kwadrans przechodził mnie dreszcz. Pojawiały się rejestry tak wysokie, albo tak niskie, że zupełnie nie potrafiłem ich sobie ułożyć – po prostu podziwiałem, tym bardziej, że odsłuch miałem doskonały. Nie było głośno, a siedziałem tak blisko, że słyszałem nawet co głębsze wdechy, które sekundę później przybierały tę nieokiełznaną, frapującą postać.

W końcówce odniosłem wrażenie, że równie dobrze mogliby zejść ze sceny, lub… grać przez kolejnych 5 godzin – bez znaczenia.

Z Dragona wyszedłem spełniony, za co dziękuję Przyjaciołom których udało się namówić, ekstatycznej publiczności i oczywiście trzem wyżej wymienionym Panom!

Kłaniam się i do zobaczenia!

A Ciebie kochany zapraszam na krótką, ale pełną nieziemskich doznań podróż.
Usiądź wygodnie i baw się dobrze:

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Pluton pisze:

    Ah, jaki to był wspaniały koncert! Jeden z najlepszych, na jakich byłem. Trudno to opisać słowami i wydaje mi się, że powyższa recenzja też nie oddaje całego wydarzenia, jeżeli idzie o klimat i narastanie napięcia, ale no nie jest łatwo sprostać temu zadaniu. Niemniej samą prawdę opisałeś i nic nie przesadziłeś, takie własnie emocje budziło trio Shofar. No i super nagranie, miło do tego powrócić 🙂

  2. wmig pisze:

    Dzięki!
    Z nagrania też jestem bardzo zadowolony.
    Co do całości wydarzenia – nawet nie próbowałem chronologicznie, punkt po punkcie, relacjonować koncertu, bo tych dźwięków było po prostu zbyt wiele! Druga sprawa – nie czuję się najlepiej w tak poukładanej formie.

    Teraz myślę, że precyzyjny opis warstwy muzycznej wymagałbym ode mnie przynajmniej cofnięcia się w czasie, co może kiedyś mi się uda bo ten filmik oglądałem co najmniej kilkanaście razy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s