PIJANA MYSZ ZOSTAŁA NADWORNYM DJ’EM

Cześć!

Od naszego ostatniego spotkania wydarzyło się bardzo wiele – trochę przez to stracimy chronologię, ale zachowamy właściwą wagę, co wydaje mi się stokroć istotniejsze.

Bo tak naprawdę w moim muzycznym świecie, już od dawna, nie ma nikogo lepszego, ważniejszego, cudowniejszego i piękniejszego niż oni. Jest kilku wykonawców, którzy regularnie depczą im po piętach – nie przeczę – wystarczy jednak małe odrodzenie wrażeń i układ podium staje się, nie po raz pierwszy, nad wyraz klarowny.

GERRY JABLONSKI & THE ELECTRIC BAND 29-04-2015 Alligator, Poznań

Szlachetny, spokojny i wyciszający wstęp, kilkadziesiąt sekund śpiewanych łagodnie słów, jeden wydech w harmonijkę, muśnięcie talerzy, pewniejszy chwyt basu i…

WYBUCH TAK SILNY, ŻE MOJE ZMYSŁY NATYCHMIAST OSZALAŁY, RZUCAJĄC CIAŁEM NA WSZYSTKIE STRONY!

Tylko oni potrafią wytworzyć coś podobnego. Do klubu wpadł ogromny meteoryt, rozpadł się na kilkanaście części, które po kolei zaczęły generować kolejne eksplozje – co chwilę coś szło z dymem!

Doświadczenie tak oszałamiające, że przez dłuższy czas nie byłem w stanie namierzyć głównego winowajcy. Miazga. Pełna barw, uśmiechu, spontaniczności i zabawy, ale wciąż miazga.

Gdy odrobinę ochłonąłem, nieco szczegółów rzuciło się w uszy – po pierwsze najlepsze do tej pory ustawienie Gibsona Gerrego. Witek nazwał je świetlistym, moje pierwsze skojarzenie brzmiało błyszczące, więc chyba chodzi nam o to samo. Wkradło się więcej niż dotychczas przestrzeni i ten intrygujący kolor…

Najbardziej antagonistycznie wypadł Piotr – mocniejsze akcenty (Sherry DeeHard To Make A Living) były jak salwy armatnie! Gdy te pociski łączyły się z gitarą, każdorazowo, brakowało mi tchu. O sekcji teraz nie będę opowiadał, bo ich moment jeszcze nadejdzie, choć nie ma co ukrywać – pokazali się bojowo!

Część aranżacji zwalała z nóg. Szczególnie, poprzedzane chwilą ciszy, krótkie wzmocnienia, przeradzające się później w ten wciągający, ekstatyczny i wszechogarniający wir!

Obok solówki w High On You były chyba najjaśniejszymi fragmentami całości. Pomogła świetna publika, a dźwięk choć chwilami nabierał anarchistycznego charakteru, był w większości bardzo przyzwoity.

A teraz wyobraź sobie, że ta przygoda dopiero się na dobre rozpoczęła!

GERRY JABLONSKI & THE ELECTRIC BAND 01-05-2015 Polskie Radio, Rzeszów

Droga daleka, ale nie wyobrażałem sobie by mogło mnie zabraknąć! Kiedy już usiedliśmy z Witkiem na namierzonym miejscu minę miałem nietęgą – zespół wyraźnie poddenerwowany, audytorium (początkowo) chłodne, a klimat roznoszący się po sali usztywniający, duszny i niesprzyjający jakimkolwiek przejawom spontaniczności.

Natychmiast poczułem nieprzyjemny ścisk w żołądku, a fakt, że właśnie ten gig był rejestrowany z myślą o materiale na płytę koncertową zaostrzył moje wewnętrzne zaniepokojenie.

Krótka zapowiedź, chłopaki zaczynają grać, a ja nie mam pojęcia co myśleć. Doznanie iście schizofreniczne! Dźwięk był po prostu PRZEPIĘKNY. Wreszcie usłyszałem pełną paletę efektów Piotra! Niesamowite uczucie – nieco hipnotyzujące i magiczne – wydobywane z instrumentu frazy miały w sobie coś niedostępnego.

Dosłownie każdy talerz Lewisa rozpościerał swoją indywidualną aurę! Różnice między poszczególnymi bębnami były kolosalne. Jak wiele zyskał Grigor! Bas, mimo że nie był wcale głośny, charakterem kruszył najcięższe umocnienia! No i wszechstronność muzyczna profesora nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Na drugim biegunie pozostał Gerry – gitary brzmiały równie cudnie jak reszta instrumentów, ale energii było w nich jakieś 25% tego do czego zdążyłem przywyknąć przez ostatnich kilka lat.

Zdaję sobie sprawę, że standardowe przygrzanie odbiłoby się na jakości nagrania i warunki wymusiły takie podejście, ale pozostał mi do dziś pewien żal. Kto wie – może zniknie jak poznam płytę? Podobno transmisja powalała!

Nie znaczy to jednak, że jestem niezadowolony – wersja Every Dog Has It’s Day była zdecydowanie najlepszą z tych, które słyszałem, a przez większość koncertu darłem się jak opętany i zaręczam, że nie było w tym grama kurtuazji. To stonowane wcielenie też miało swoją siłę i co chyba najważniejsze, tchnęło w tę talmudyczną rzeczywistość zupełnie nowe życie.

Nawet na dobre nie zagościłem w domu i nadciągnął wielki finał…

GERRY JABLONSKI & THE ELECTRIC BAND 03-05-2015 Whiskey Jar, Gorzów Wielkopolski

Choć „wielki” to zbyt małe słowo. To pierwszy od dawna koncert, przy którym wyraźnie czuję, że próba opisania go jest z góry skazana na porażkę.

Jak mam oddać słowami muzykę, która doprowadzała mnie do opętańczego wrzasku, łez, śmiechu, podniecenia i radości dając przy tym kolosalne poczucie ulgi i spokoju?

Na muzycznym gruncie, tego wieczoru, w Gorzowie miał miejsce DZIEJOWY WSTRZĄS, utrzymujący się we mnie do dziś. Nadal go czuję. Wyzwolonej energii towarzyszył przedziwny bezmiar. Utwory nie tylko wybrzmiewały – natychmiast lądowały w ciele i zostawiały po sobie nieusuwalne, emocjonalne piętno.

Przeżyłem już kilka razy coś podobnego, ale tym razem najsilniej. Zresztą – nic dziwnego – wśród muzyków panowało takie zaangażowanie, że brakowało tylko by zaczęła lać się krew. Czad był PRZEOGROMNY.

Pomagał dźwięk – brudny i hardy, ale selektywny. Pomysł by z głośników szedł wyłącznie wokal i harmonijka był doskonały! Żaden z instrumentów nie dominował i mimo chuligańskiego natężenia – cieszył ucho. Zamknięcie oczu przenosiło w inny świat.

Każdy zaskakiwał, ale to co zrobił Lewis przeszło moje najśmielsze oczekiwania – rzucił się na perkusję niczym zwierzę na żer! Był nadzwyczaj dziki i finezyjny. To samo Gerry – dzicz, ekstaza i szaleństwo w niemal każdej partii.

To wszystko doprowadziło do swoistej… autodetronizacji. Po 3 latach panowie zrzucili samych siebie z pierwszego miejsca mej listy, wpinając się na nie jeszcze pewniej. O czymś podobnym nigdy nie śmiałem marzyć.

Dochodzi do całej sprawy także aspekt osobisty, ale tego wolałbym nie pisać. Zostawmy to na rozmowę w cztery oczy. Powiem tylko, że takich słów się nie zapomina. Ja na pewno nie zapomnę.

Kłaniam się po raz 11 i na pewno nie ostatni, pozostając wiecznym dłużnikiem.

TYTANI!

Jeśli masz chwilę spojrzyj – poniższy materiał nie oddaje nawet 1 promila panującej wtedy atmosfery, ale i tak jestem z niego całkiem zadowolony:

Cześć!

Reklamy

5 komentarzy Dodaj własny

  1. Pluton pisze:

    Jak dotychczas najlepszy wpis na blogu 🙂 Ciekawe, czy jest to uzależnione od jakości opisywanych koncertów…

    Miałem przyjemność być na koncercie poznańskim i muszę potwierdzić niesamowitość doznań, jakie zaserwował Gerry i przyjaciele. Zwłaszcza Piotr, który deklasuje wszystkich… grajków harmonijkowych, jakich znam.

  2. wmig pisze:

    DZIĘKI!!!

    Co do czynników wpływających na jakość wpisu – jest ich bardzo wiele, ale tym razem chyba faktycznie wszystkie ułożyły się korzystnie.
    No i super, że to napisałeś bo nie byłem pewien czy unisłem ciężar gatunkowy tych wydarzeń.

    Odnośnie Piotra – pełna zgoda!

  3. Marek pisze:

    Panie Macieju,

    nigdy na koncercie Gerry Jablonski… nie byłem. Trudno, może uda się kiedyś nadrobić. Ale swoistym koncertem literackim jest Pana relacja. Bardzo emocjonalna wypowiedź, w której pobrzmiewają echa dźwięków, oddźwięków i wydźwięków. Daje Pan świadectwo swojej pasji, bliskiej ekstatycznej formie miłości. To właśnie jest najcenniejsze. Zupeła subiektywność wypowiedzi nie daje pełnego dostępu do wydarzeń koncertowych. Ale to nic. Koncetry są przecież jak witraże – ogląda się je od środka.
    Z poważaniem.

  4. wmig pisze:

    Panie Marku,

    BARDZO dziękuję!
    To dla mnie ogromnie ważny głos.
    Fragment „Koncetry są przecież jak witraże – ogląda się je od środka.” chyba sobie wytatuuję!

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s