WMIG THROUGH 2015 GIGS

dnia

Cześć!

Dobrze Cię widzieć w nowym roku!

Ostatnim razem, gdy tworzyłem analogiczne zestawienie, napisałem tak:

A jeśli chodzi o rok 2014 – nie ma co ukrywać – wśród wszystkich koncertowych NIE MIAŁ SOBIE RÓWNYCH! Niemal absolutny brak słabych chwil!

I rok temu cała sprawa wydała mi się prosta, a dziś – niespodziewanie – mam kłopot. Choć kłopot to złe słowo – raczej trudność. Użyłem wówczas dość dosadnych i adekwatnych do mojego stanu słów, które z perspektywy przeszłości potwierdzam, a które dziś kreują pewną niezręczność.

Jak mam czuć się swobodnie, gdy kolejny rok, okazuje się… jeszcze lepszy?
Od tej chwili postaram się nieco bardziej wstrzemięźliwie używać niektórych sformułowań, choć na pełną realizację powyższego założenia nie postawiłbym większych pieniędzy.

Taka obfitość wspaniałych koncertów sprawiła, że w ciągu minionych kilkunastu miesięcy rzadko wspominałem o wykonawcach, którzy – pisząc delikatnie – nie przypadli mi do gustu i nie wiem czy to dobrze.

Zupełnie pominąłem też wiele bardzo dobrych lub po prostu solidnych występów, czego również żałuję. Może dziś uda się, choćby częściowo, wyrównać rachunki.

Zacznijmy od całościowej listy.

KONCERTY 2015

Wovoka 23-01-2015 CK Zamek, Poznań
Voo Voo 31-01-2015 Klub Młyn, Gniezno
Alligator Blues Band 11-02-2015 Alligator, Poznań
KNŻ + Strefa zagrożenia hałasem 13-02-2015 CK Zamek, Poznań
Adam Gołębiewski / Sharif Shenoui 18-02-2015 Dragon, Poznań
Cukunft 22-02-2015 Dragon, Poznań
Wovoka 13-03-2015 Dragon, Poznań
Voo Voo 09-04-2015 9 Stóp, Poznań
Wojtek Więckowki 12-04-2015, Alligator Poznań
Becaye Aw 19-04-2015, Alligator Poznań
Ozric Tentacles 25-04-2015 Warszawa Progresja
Gerry Jablonski & The Electric Band 29-04-2015 Alligator Poznań
Gerry Jablonski & The Electric Band 01-05-2015 Polskie Radio Rzeszów
Gerry Jablonski & The Electric Band 03-05-2015 Whiskey Jar, Gorzów Wielkopolski
Red Phone 04-06-2015 Alligator, Poznań
Cheap Wine 30-06-2015 Alligator, Poznań
Wojtek Więckowski 06-07-2015 Galeria Miejska, Środa Wielkopolska
Wovoka & Free People Tribe play Moondog 10-07-2015, NinA Warszawa
Tom & Ebony Faces 11-07-2015, Meskalina Blues Festival Środa Wielkopolska
Rust 11-07-2015, Meskalina Blues Festival Środa Wielkopolska
Wovoka 11-07-2015, Meskalina Blues Festival Środa Wielkopolska
Ania Rusowicz 11-07-2015, Meskalina Blues Festival Środa Wielkopolska
Fingerstyle Bob & The Blues Society 20-08-2015 Alligator Poznań
Jaw Raw 21-08-2015, Fire Blues Festival Kostrzyn Wielkopolski
Gerry Jablonski & The Electric Band 21-08-2015, Fire Blues Festival Kostrzyn Wielkopolski
Gerry Jablonski & The Electric Band 22-08-2015, Blusowo Festival Lusowo
Jam Session 22-08-2015, Blusowo Festival Lusowo
Moreland & Arbuckle 25-08-2015, Alligator Poznań
Pilokatobaza Hubert Zemler / Paweł Szpura 12-09-2015 Dragon, Poznań
Raphael Rogiński solo 12-09-2015 Dragon, Poznań
Jazz Ring (różni artyści) 13-09-2015 Stary Rynek, Poznań
Wojtek Więckowski 17-09-2015 Centrum Amarant, Poznań
Projekt Wróbel (Wróbel/Licak/Grzesiuk) 23-09-2015 Dragon, Poznań
Budzy gra Lunę 04-10-2015 Luxfest, Arena Poznań
Wacław Zimpel Solo 07-10-2015 Dragon, Poznań
Mikołaj Trzaska Solo 10-10-2015 Dragon, Poznań
Czwartek dla Zdzicha 05-11-2015 Alligator, Poznań
Wojtek Więckowski 08-11-2015 Meskalina, Poznań
Becaye Aw 09-11-2015 Max Marina, Środa Wielkopolska
Becaye Aw 11-11-2015 Alligator, Poznań
Saagara 15-11-2015 Dragon, Poznań
Rimbaud 20-11-2015 Kino Rialto, Katowice
Michael Zerang & The Blue Lights 24-11-2015 Dragon, Poznań
Gerard Nowak + Goście plays Moody Blues 30-11-2015, Mały Książek Poznań
Cukunft 06-12-2015, Dragon Poznań
Ścianka 15-12-2015, Dragon Poznań
Magda Moyo 18-12-2015, Nastawnia Poznań

Na szczególne wyróżnienie wśród tych „przemilczanych” na blogu muzyków na pewno zasługuje Wojtek Więckowski. Jego muzyka – gdzieś w okolicach jesieni – ze spokojnej, przestrzennej i idyllicznej, stała się pełna napięcia, szorstkości i klaustrofobicznego ataku.

Trudno mi napisać, którą twarz Wojtka lubię bardziej. Kiedyś na jego koncertach odpoczywałem, dając myślom spokojnie uciec na drugi brzeg. Obecnie, za każdym razem, próbuję nadążyć za zmieniającymi się dynamicznie, gitarowymi uderzeniami, o nieco bardziej egzystencjalnej treści.

Myślę, że poniższe nagrania nieźle ukazują tę różnicę:

Spore emocje wywołali również Becaye Aw i Projekt Wróbel.

Ten pierwszy za sprawą pełnego głębi, przekazu emocjonalnego w głosie, a drudzy poprzez NIEZIEMSKI poziom wykonawczy.

Panowie Wróbel/Licak/Grzesiuk poruszali się wśród starannie opracowanych aranżacji, z taką lekkością, że miało się wrażenie… ciągłej improwizacji! Szokujące doznanie!

Bardzo komfortowo poczułem się też wokół dźwięków Fingerstyle Bob & The Blues Society i Moreland & Arbuckle. Rasowe, przyjemne, bluesowe granie w dobrym stylu. W jednym i drugim przypadku rządzili gitarzyści. Jasiu Siemienas to dla mnie, niezmiennie, ogromnie ważna muzycznie postać.

Dobrym pomysłem okazała się też przygoda ze ŚciankąMichael Zerang & The Blue Lights. Nie wywołały te wydarzenia u mnie jakichś specjalnych uniesień, ale wykonawczo i choćby pod względem nagłośnienia były niemal bez zarzutu. Po prostu dobrzy muzycy zrobili swoje. Wyjątek stanowi sam Michael, który jest perkusistą… OBŁĘDNYM. Służę materiałem dowodowym:

Na horyzoncie na moment pojawił się także Tomasz Budzyński. Niezobowiązująco o tym występie napisałem, w innym miejscu w sieci:

Ponieważ wydarzenie odebrałem na kilku płaszczyznach i multiplikacja wątków przybiera niepokojące rozmiary, spróbuję, chociaż powierzchownie, prześlizgnąć się przez każdy z nich.

Przede wszystkim koncert uświadomił mi, że przyszedł właściwy moment by wrócić do płyty – mój stosunek do niej, przez lata, zmieniał się wielokrotnie i ponieważ akcje tego repertuaru nigdy wcześniej nie były tak wysokie, mam dość silne przekonanie, że z teraźniejszego odsłuchu może wyjść wiele dobrego.

Koncert dobitnie pokazał, że to materiał bardzo wysokiej próby, zarówno muzycznie, intelektualnie jak i emocjonalnie i dlatego mimo kilku zarzutów (o których za chwilę) cieszę się, że udało mi się przybyć i przekonać o tym po raz kolejny.

To, co uważam za największy sukces pojawienia się Budzego na Luxfeście, to przebicie się z solowym repertuarem do nowej publiczności. Dało się wyczuć, że sporo osób było pod niemałym wrażeniem. Sam rozmawiałem z kilkoma znajomymi, którzy nie znali Luny i reakcje były przychylne.

Na plus zaliczam również FENOMENALNĄ formę wokalną Budzego, doskonałą dyspozycję Gera, świetne partie Litzy i ogólny, wylewający się ze sceny hektolitrami, przyjazny i pełen radości, feeling!

Każdy ze wspomnianej trójki miał tego wieczoru niejedną olśniewającą chwilę! Fajnie też, że nieraz gitary Litzy i Franca grały różne partie, choć w każdym przypadku dźwięki wydobywane przez Litze przekonały mnie znacznie bardziej.

Franc wypadł nieźle, ale artykulacja, wykonawcza pewność i wielobarwność brzmienia Roberta wybijały się wręcz batalistycznie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mój odbiór byłby nieco inny gdybym stał powiedzmy 5 metrów dalej (od sceny) i na środku, ale pozwalam sobie na taką opinię ponieważ mimo przyjętej pozycji, Franca słyszałem dobrze.

No właśnie – dźwięk. Daleki jestem od tak jednoznacznych zachwytów jak przedmówcy, ale faktycznie, jak na festiwal było w porządku. Ustawienie wystarczyło by cieszyć się muzyką. Słyszałem każdy instrument, choć część z nich nieprecyzyjnie (klawisz, gitara Gera, część zestawu Beaty).

Zdecydowanie źle ustawione były moim zdaniem bębny Amadego. Za głośno i jakby bałaganiarsko, ale tu nie mam pewności czy to nie kwestia samej gry – chwilami chaotycznej i jednowymiarowej, dla mnie, zwyczajnie nieprzystającej do tak kalejdoskopowego materiału.

Pozytywnie zaskoczył mnie Kmieta – grał czujnie, spokojnie, a brzmiał jakby… ciepło. Lepszego basu nie mogłem sobie tu wymarzyć!

Sporym zaskoczeniem była też osiągnięta wspólnie, wyraźnie rockowa dynamika co mocniejszych fragmentów. W pewien sposób te utwory powstały na nowo, co w festiwalowych okolicznościach sprawdziło się nieprzeciętnie.

Pozostał jeden, w mych uszach chyba najpoważniejszy mankament – najpewniej przez to, że wydarzenia miało jednorazowy charakter, całość była bardziej odegrana niż zagrana.

Gdyby ten skład miał szansę pojechać w trasę, pograć więcej prób i w efekcie przegryźć się przez te dźwięki, tak by poruszać się w nich swobodnie, najpewniej byłbym absolutnie oczarowany.

A tak? Mogę tylko i aż napisać, że warto było przyjść i przeżyć kilka dobrych chwil.

Tren, Na niebie ciągły ruch, Wiosna na wygnaniu czy Umieraj to ciągle BARDZO wyraziste mgnienia w polskiej muzyce, które i na tym koncercie zrobiły swoje, za co bardzo dziękuję.

I podobnie jak powyżej oceniam wyczyny Ozric Tentacles. Świetny materiał, któremu nie sprzyjały okoliczności.

Rozczarował mnie Wacław Zimpel. Genialny muzyk, któremu na każdym z dwóch występów w pewnej chwili siadło napięcie. Pierwsze 40 minut występu Saagary i początek koncertu solowego były wprost doskonałe, po czym cały budowany konsekwentnie nastrój znikał.

Raz za sprawą, moim zdaniem, kompletnie nieciekawych eksperymentów z klawiszem o wątpliwej naturalności, a raz poprzez niekończące się solówki każdego z członków zespołu i zbytni rozstrzał stylistyczny w repertuarze. W drugim przypadku nie wytrzymałem do końca…

Były też chwile dla mych uszu poważnie bolesne. Do tej kategorii zaliczam: Cheap Wine,
Tom & Ebony FacesRust i ponad ich wszystkich Anię Rusowicz.

Tanie Wino to młode chłopaki, świat i lata pracy przed nimi. Rozumiem to i cieszę się, że grają, jednak robią to przede wszystkim nierówno, a sam repertuar poza 4 utworami kompletnie mnie nie przekonał.

Tom & Ebony Faces to dla mnie obok Hoodoo Band jedyna grupa, która potrafi zagrać 10 minutowy utwór, w którym absolutnie nic się nie dzieje. Ponieważ oba te zespoły łączy osoba lidera, mogę napisać, że ma gość niepowtarzalny styl.

Rust kiedyś bardzo lubiłem. Niestety z tamtego składu pozostał wyłącznie Michu, a ich muzyka poszła w kierunku, którego kompletnie nie czuję.

No i wspomniana Ania Rusowicz. O niej mam podobne zdanie jak o The Brew i Leszku Możdżerze. Napiszę wprost – dla mnie to nie jest muzyka. Raczej produkt muzykopodobny wydobywany bez grama szczerości. Pretensjonalne i stylizowane na lata 60 show, w którym wszystko świetnie wygląda, ale… nic więcej.

A teraz do meritum!

Czas na tych dzięki, którym, w największym stopniu, ten rok stał się tak PRZEPIĘKNY.
Na szczęście o każdym z nich udało mi się napisać, więc pod każdą z nazw znajdziesz link prowadzący do relacji.

TOP 2015 LIVES:

01 Gerry Jablonski & The Electric Band 03-05-2015 Whiskey Jar, Gorzów Wielkopolski
02 Gerry Jablonski & The Electric Band 29-04-2015 Alligator Poznań
03 Gerry Jablonski & The Electric Band 21-08-2015 Fire Blues Festival Kostrzyn Wielkopolski
04 Wovoka 13-03-2015 Dragon, Poznań
05 Wovoka & Free People Tribe play Moondog 10-07-2015 NinA Warszawa
06 Cukunft 06-12-2015 Dragon Poznań
07 Mikołaj Trzaska Solo 10-10-2015 Dragon Poznań 
08 Voo Voo 09-04-2015 9 Stóp Poznań
09 Voo Voo 31-01-2015 Klub Młyn Gniezno
10 Red Phone 04-06-2015 Alligator Poznań

Boże, jaka piękna lista, jaka piękna muzyka i jakie piękne czasy!
Sam sobie takich cudów zazdroszczę!

Trzymaj się!

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s