Cześć!
Na kanwie opisywanego dziś koncertu wyrosła refleksja, która wciąż powraca i nie daje mi spokoju… pozostając przy tym bardzo przyjemną.
Shofar 04-08-2016, Ogólnopolski Przegląd Sztuki Współczesnej FORMA, Rawicz
Mam na myśli warunki, w których muzyka prezentowana według znanego mi porządku – zarówno zewnętrznego (kolejność i dobór utworów) jak i wewnętrznego (architektura kompozycji) – i przy użyciu podobnych środków, staje się nośnikiem zaskakująco odmiennych emocji, a indywidualność i umiejętności poszczególnych instrumentalistów zostają, poniekąd, zakryte.
Dominował syntetyczny, dyskretny, skracający każdy dystans i natychmiast osadzający się głęboko w meandrach wyobrażeń, kojący krajobraz, a obcowanie z nim bywało pełne zachwycających kontrastów. Niemal każda fraza funkcjonowała w naturalnej dychotomii, gdzie swobodnie mieszały się niezobowiązująca, niczym nie obciążona, prosta radość i pełne głębi, poruszające kulminacje, za którymi rzadko szła wzmożona intensywność – znacznie częściej skoki dynamiki skutkowały zagęszczeniem faktury i zwielokrotnieniem barw, przy jednoczesnym utrzymaniu pierwotnej lekkości.
Te przymnożenia miały wiele źródeł – Macio na preparowanych wielorako talerzach wzbudzał srogi powiew iskrzeń, łamany konsekwentnie pojedynczymi akcentami na werblu czy centrali. Raphael rozpylał w powietrzu obficie krzewiące się ogniki, dialogujące beznapięciowo z na przemian krótkimi i stanowczymi oraz aluzyjnymi i ulotnymi partiami Mikołaja… wszystko w służbie samorodnej, wciągającej i biologicznej transowości, tak bliskiej zmysłom, jak bliski ciału jest rytm bicia serca.
A do zbudowania tej niezwykłej atmosfery nie trzeba było wielu dźwięków – niejednokrotnie górę brała szlachetna, brzmieniowa asceza, pozwalająca ulokować percepcję w szczelinach pomiędzy dźwiękami, tak by całościowo się w nich zanurzyć i pomieszkać chwilę w małym, dalekim, drewnianym domu otoczonym lasem i skałami…