ROZSTAJNY STUPOR (relacja z koncertu Gburek / Aleksandrowicz / Giżycki)

Tomasz Pawlicki powiedział mi swego czasu: Trio jest optymalne i wiele przykładów z historii by to potwierdzało. W duecie jest bardzo szybka i bezpośrednia wymiana piłek. W trio jak jeden silnik szwankuje to drugi i trzeci bierze to na siebie i jest większa zabawa. A co jeśli szwankują dwa silniki, tworząc duet w ramach tria…

KWIETNA BLACHA (relacja z koncertu Eweliny Rajchel i tria Piotra Kałużnego)

Tę grupę uwzględniłem w czołówce zeszłorocznego podsumowania, choć – pozornie – nie powinienem był. Od kilku lat zdarza mi się (mniej lub bardziej dosadnie) podkreślać: że głos – przez to jaką rolę i funkcję zwykle w muzyce pełni – najmniej mnie w niej interesuje; że precyzyjne aranżacje czy utarty schemat zwrotka / refren, nawet jeśli…

PODSUMOWANIE KONCERTOWE 2018

Nie wiem ile razy już coś podobnego pisałem, ale ponieważ wciąż tak uważam, to powtórzę – podsumowania są nieco w poprzek mojemu podejściu do muzyki. Kojarzą mi się z wyciąganiem bardziej ogólnych wniosków, służących jakimś porównaniom, syntezom i diabli wiedzą czemu jeszcze. Znam ludzi, którzy to świetnie robią i niech tak robią dalej; sam chętnie…

OSTRA REAKCJA (rozmowa z Maciejem Gemingiem)

Wrzucanie wywiadu ze sobą – na własnym blogu – wydaje mi się dalece niestosowne. Z drugiej strony, nie mam zamiaru ukrywać, że była to dla mnie bardzo ważna rozmowa, a szukanie innego miejsca, które zgodziłoby się na publikację naszej – z Tomkiem Malewiczem – wymiany, przekracza (w tej chwili) moje możliwości i wydaje się też…

ROZSTAJNY KOT (relacja z koncertu braci Oleś)

Ostatnio przeglądałem swoje wpisy z minionego roku i przyznaję: nie podoba mi się kierunek, który im nadałem. Na blogu zaczęło brakować krytycznych opinii, a to źle. Myśląc nad główną przyczyną, z której wyrósł ten stan, przypomniałem sobie słowa Gerrego Jablonskiego: zapomniałem już jak się pisze smutne piosenki, bo mam już wszystko gdzieś i po prostu…

NOTATKA #7 (nagranie koncertowe Mełech / Więckowski / Ramberg)

Są takie składy, których nie miałem okazji usłyszeć i naprawdę żałuję. Nie mam tutaj na myśli jakichś niedostępnych legend – jak na przykład Hendrixa w 67 – tylko ułożeń, będących przez moment na wyciągnięcie ręki, gdy wystarczyło ją tylko nieco rozruszać, lub naprężyć, by po nie sięgnąć. To bezsprzecznie jedno z nich i nie wiem…

NOTATKA #6 (trochę historii)

Przyznaję, że miałem pewien problem ze swoją muzyczną historią. Wychowałem się głównie na hard i prog-rocku, z przełomu lat ‘60 i ‘70 (z pewną domieszką glamu) i zespole Metallica, jako jedynym przedstawicielu metalu o którym mogę powiedzieć, że go naprawdę słuchałem (no dobra, jeszcze istotną pozycję miał Rammstein, Judas Priest czy przez chwilę – rany…