TO DAJ MI ŁYK

Wszystkich którzy czkają na dalszy ciąg historii Eleganta z Mosiny – przepraszam.
Przez piątkowy koncert na moment ją przerwę, co nie ukrywam, niezmiernie mnie cieszy. Nie żebym miał jakiś kłopot z dokończeniem tej relacji – po prostu lubię nieporządek. Pragmatyczne, ułożone czy przemyślane podejście do jakiejkolwiek czynności, jest dla mnie zwykle uciążliwe i stąd wewnętrzna radość, choć to tak naprawdę tylko efekt uboczny bo przecież sama chęć zaprowadzenia małego chaosu nie wystarczyłaby abym złamał wcześniej nadany sobie plan działania. Po prostu czasem dzieją się historie, które dokonują małych rewolucji, o których wolę pisać w trybie pilnym, bo boję się, że uciekną, a byłoby szkoda.

Voo Voo 23.08.2013 CK Zamek Poznań

Powodów dla których postanowiłem podejść do Voo Voo poważnie jest kilka, ale żeby wpis nie wymknął mi się spod kontroli i nie znużył Cię kochany czytelniku, napiszę tylko o najważniejszym.
Jakiś czas temu, o czym już pewnie wspominałem, odkryłem, że polska muzyka skrywa w sobie wiele skarbów. Niektórych trzeba dłużej szukać bo bywają poukrywane w jakiś zapomnianych krainach, a część leży sobie cichutko na widoku i tylko czeka by po nie sięgnąć. Okazało się, że ten pogląd poniekąd podziela również Wojtek Waglewski co mnie szczerze rozradowało, bo propagatorów muzyki znad Wisły znam  nie tak wielu jak bym chciał, a jeszcze mniej takich, których głos słychać np. w radiu. Wywiad płynął dalej a ja jak zahipnotyzowany nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Gdy u Wagla pojawiło się stwierdzenie, że koncert jest najwłaściwszą formą prezentacji jego muzyki uznałem, że tego już za wiele. Przyszedł moment by na nowo zmierzyć się z tym zespołem, i wreszcie dowiedzieć się co tak naprawdę uważam.
No i jak to zwykle w takich sytuacjach bywa nie musiałem czekać zbyt długo.

Na salę smutni panowie zaczęli wpuszczać jakiś kwadrans przed rozpoczęciem występu, i już wiedziałem, że będzie się działo. Od samego początku muzycy zadbali o budowanie nastroju. Podczas tych dwudziestu minut oczekiwania niepokojące zadry dźwiękowe płynące z głośników robiły się coraz głośniejsze, a światła powoli ubywało. Efekt? Na 5 minut przed pojawieniem się zespołu zrobiło się zupełnie ciemno i całkiem głośno. Szczerze przyznam, że taka atmosfera naprawdę pomogła mi należycie wejść w koncert. Dlatego gdy panowie pojawili się na scenie byłem już mocno spragniony muzyki, której przecież niemal nie znałem.

Zaczęli bardzo spokojnie, trochę melancholii i pierwszy rewelacyjny popis Mateusza Pospieszalskiego. Mimo, że było to niezłe otwarcie, na serio koncert zaczął się od następnego utworu. Tu muszę od razu napisać, że akustyk miał uszy gdzie trzeba! Skorygował wszystkie błędy, na które zwróciłem uwagę i co ważne utrzymał dźwięk na najwyższym poziomie do samego końca. Kręgosłupem i najmocniej zaakcentowanym w miksie instrumentem (słusznie!) była gitara, której wtórował oczywiście saks. Perkusja w środku, delikatnie osadzała całość, a bas niepozornie grał własną historię.
Co już zupełnie niemożliwe, doskonale brzmiał również wokal. Nie znając w zasadzie ani jednego tekstu słyszałem każde słowo, co wpłynęło na nową jakość odbioru ponieważ warstwa liryczna weszła ze mną w inspirujący dialog. Były tego wieczoru chwile kiedy po prostu płynąłem i tworzyła się jakaś równoległa przestrzeń.

Kolejna sprawa to postawa muzyków, którą uważam za najwyższy stopień profesjonalizmu. Jest to jeden z niewielu zespołów (chyba nie tylko w Polsce, ale i na świecie) który nie gra po to żeby się nie wypieprzyć.  Niekontrolowane improwizacje pozwalają katalizować muzykę, która naznaczona przez osobowość każdego z członków zespołu średnio co kilka minut przeradza się w jakieś niekontrolowane wybuchy form wręcz genialnych! Doświadczanie tego zjawiska było tak niesamowite, że nieraz traciłem dystans. Voo Voo to monolit, który przy dobrym wietrze potrafi się wznieść na totalne wyżyny finezji muzycznej, co w połączeniu ze sprawnymi kompozycjami i mocnym tekstem powoduje, że pozostaje mi tylko podziwiać, tańczyć i drzeć się orgiastycznie z radości!
I taki właśnie był ten koncert, mimo iż często się zmieniał.
Pierwszych kilka utworów określiłbym jako część zdecydowanie rockową, która później przeszła w powolne naładowane smutkiem kompozycje, po których przyszła pora na barwy folkowe, zakończone hitami. Ułożenie fenomenalne!

Jeżeli miałbym wskazać moje preferencje – wolę tę refleksyjną, przykrą odmianę.
Wesoła oczywiście też jest ok, ale nie porusza tak jak numery gatunkowo cięższe.
Kolejna pochwała należy się publiczności.
Zamek zapełniła bardzo świadoma muzycznie banda fanów Voo Voo.
Można było wyczuć, że wszyscy kumają o co chodzi.
Momentem po tym względem wręcz magicznym było pojawienie się wśród publiczności masy pomarańczowych balonów, które stały się pretekstem do niesamowitej, nieskrępowanej zabawy, która miała miejsce również na scenie. Widok Wojtka Waglewskiego bawiącego się balonem był po prostu nieziemski!
Nie mówiąc o innych interakcjach, które przy tej okazji pojawiły się w zespole.
Najbardziej szalał oczywiście Mateo!
Podsumowując – koncert totalny i to pod każdym względem.
Mimo że trochę słów padło, to mam wrażenie, że wciąż za mało.
Po koncercie zamieniłem z Panami Wojtkiem i Mateuszem dwa słowa, co również było dobrym doświadczeniem. Jak dla mnie Voo Voo to po prostu kolejny odnaleziony na naszym gruncie skarb, niczym od zacnych światowców nie ustępujący.

Kłaniam się i dziękuję!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s